wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 1



              
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam wpisów, ale wena... no cóż, nie bardzo chce ze mną współpracować. Opowiadanie jest pisane ze strony dwóch byłych przyjaciółek: Tiffany Wilde i Elizabeth Jenson. Jeśli znajdziecie tu jakieś błędy z góry przepraszam i proszę o szczere komentarze :)



Rozdział 1
(Tiffany Wilde)

Nie żeby nie cieszyła mnie jej nagła wizyta, ale… ostatnio nasza przyjaźń uległa małej zmianie. Mimo, że z Elizabeth nadal czułam silną, przyjacielską wieź, to nie była ona tak mocna jak kiedyś. Teraz na pewno nie powiedziałabym jej o swoich sekretach, przemyśleniach, zawodach…
            Wiedziałam jak dużo mogło by mnie to kosztować.
            Krocząc teraz z nią i grupką wampirów przez las czułam się okropnie. I szczerze nie wiedziałam, czy po prostu moja wilcza strona nie daje sobie wmówić, że pomagam wampirom (wiadomo, potencjalnym wrogom wilkołaków), czy też moja ludzka świadomość ma jakieś dziwne uprzedzenia do obecności Elizabeth.
            Skonsternowana spojrzałam na niebo, szukając w gwiazdach odpowiedzi. A właściwie to w tej, której kształt rogalika rozświetlał nocą świat. Jednak żadna pomocna odpowiedź nie nadeszła. Zażenowana burknęłam pod nosem kilka przekleństw i skupiłam się na czymś innym.
            Przez chwile zastanawiałam się jak bardzo, nie tylko z charakteru, ale z wyglądu zmieniła się moja była przyjaciółka. Elizabeth miała długie, aż do pasa, czarne włosy i błękitne, jak letnie niebo oczy. Jej cera była blada, ale to zawdzięczała jedynie temu, że stała się wampirem. Była chuda, ale dało się dostrzec mięśnie, delikatnie odznaczające się spod cienkiej kurtki. Może nie wyglądała na przesadnie silną, jednak byłam pewna, że z podniesieniem dwóch samochodów nie miała by problemu. Na twarzy wampirzycy malowała się pewność siebie i ogólne znudzenie. Nic więcej nie mogłam wyczytać, najwyraźniej moja była przyjaciółka nauczyła się skrywać swoje uczucia lepiej niż robiła to kiedyś.
            Rozejrzałam się dookoła, aby mniej więcej zorientować się gdzie jesteśmy, choć gdybym użyła swoich zmysłów wilkołaka, mogłabym dotrzeć do domu nawet ze związanymi oczami.
            Gdy kątem oka spojrzałam na Elizabeth zauważyłam jak uważnie rozgląda się po okolicy. Nawet teraz, mając przy boku sojusznika, bała się, że zostanie zaatakowana przez moich pobratymców…
            Widząc to przypomniały mi się czasy, kiedy jeszcze nie mogłyśmy bez siebie żyć. Każdą wolną chwile spędzałyśmy razem. To wychodziłyśmy do kina, za innym razem do kawiarni, czasami wybierałyśmy się do parku… Wtedy często rozmawiałyśmy o przyszłej Przemianie. Za czasów, kiedy to jeszcze wampiry rządziły miastem, w wieku szesnastu lat można było poddać się takiemu zabiegowi. Bowiem, w tym wieku, w mieście kończył się limit chroniący cię przed zgłodniałymi wampirami. Mogłeś wybrać Przemianę albo niechybną śmierć, w którymś z zaułków, podczas jednego z tych wieczorów, kiedy to na imprezie, gdzie nielegalnie zorganizowali alkohol ty wstawiłeś się na całego lub… kiedy najnormalniej po zmierzchu wracałeś do domu.
            Elizabeth mieszkała z babcią, gdyż jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy miała cztery lata. Oczywiście ta przemiła staruszka była wampirzycą. Ale nie czystej krwi… U wampirów jak i u wilkołaków istnieje podział na Szlachetnych i Odmieńców.
            Żeby być uważanym za Szlachetnego, rodzina powinna mieć przynajmniej cztery pokolenia wilkołaków lub wampirów, w linii prostej. Odmieńcy byli to ci, u których tylko od czasu do czasu pojawiała się pijawka albo wilczek… Te dwie grupy istot bardzo się od siebie różniły, różnią i nie wątpię, iż różnić będą. Szlachetni są szybsi, silniejsi, poruszają się z większą gracją i w przypadku wampirów żywią się tylko i wyłącznie ludzką krwią.
            Odmieńcy nie są gorsi, jednak na pewno nie równają się ze Szlachetnymi. Nie są tak uzdolnieni i nie mają w sobie tylu ograniczeń dotyczących najczęściej pożywienia. Na przykład wampirzy* Odmieńcy mogą żywić się ludzką jak i zwierzęcą krwią. Są bardziej niedbali i przede wszystkim… mimo wszystko zachowują w sobie większość tej ludzkiej połówki.
            Wcześniej wspomniana Rada Potomków istnieje także u dwóch ras. Są to istoty, które żyją około 500 lat lub w ich rodzinie istnieje, aż dwadzieścia pokoleń w linii prostej.
            Razem z Elizabeth obie chciałyśmy przejść Przemianę. Wiadomo, że im więcej ma się pokoleń wampirów w rodzinie tym łatwiej ją przejść. Dlatego, bałam się wtedy strasznie, iż Elizabeth się nie uda i jad ją zabije. W końcu tylko jej babcia zdecydowała się zostać wampirem. Nawet jej świętej pamięci rodzice się tego nie podjęli i udało im się przeżyć tyle lat w Falls tylko dzięki prawu jakie wywalczyła im starsza kobieta.
Ja sama nie miałabym problemu z Przemianą. W mojej rodzinie istniało, aż osiem pokoleń wampirów. Byłabym kolejną Szlachetną, gdybym wtedy zdecydowała się na Przemianę. Ale tego nie zrobiłam…
Zadrgałam i rozejrzałam się podejrzliwie wokoło.
-Zbliżamy się- wyszeptałam.
            Po jakichś pięćdziesięciu metrach zatrzymaliśmy się. Postąpiłam kilka kroków i pociągnęłam nosem. Poczułam ten charakterystyczny zapach. Terytorium watahy, do której należałam miało bardzo mocną woń, gdyż znajdowała się na nim duża ilość wilkołaków. I mimo to, gdyby pojawiła się na nim jakaś nieznana istota, każdy by ją wyczuł.
            Wyciągnęłam rękę i przejechałam nią po widzialnej tylko dla wilkołaków błonie, która dzisiejszej nocy wyraźnie jaśniała. Dosłownie jakby czuła, że zaraz na teren, który wyznaczała miała wejść jakaś niepożądana istota.
Spojrzałam na Elizabeth. Patrzyła na mnie wyczekująco, pewnie myśląc, że po prostu macham sobie ręką w powietrzu. Westchnęłam.
-Nie mam takiej mocy, żeby wyłączyć pole wyznaczające nasze terytorium- rzuciłam.- Gdy tylko na nie wejdziecie, wyczują was. Wasza obecność nie będzie już tajemnicą.
            Elizabeth prychnęła i założyła ręce na piersi.
-Chyba nas nie doceniasz- odparła. W jej głosie było słychać wyraźną pogardę dla mojej osoby.
-A ty chyba nie zdajesz sprawy w co się pakujesz-mruknęłam i lekko naparłam na błonę.
            Przez chwile magiczna osłona uginała się pod naparciem, ale po chwili zaczęła się lekko rozdzielać i moja ręka gładko wsunęła się do środka terytorium. Nagle w mojej głowie rozbrzmiało milion głosów. Słyszałam myśli każdego z wilkołaków głośno i wyraźnie, ale było ich tak dużo, że niemal natychmiast poczułam przeszywający ból w czaszce. Zacisnęłam zęby, żeby nie krzyknąć. Wydałam z siebie cichy jęk. Spięłam się i zaczęłam upychać wszystkie myśli do poszczególnych komór w swojej głowie. Głosy powoli zaczęły cichnąć, a moje przyspieszone tętno zwalniać. Gdy wreszcie w mojej głowie nie już słyszałam nic odetchnęłam i postąpiłam krok do przodu, przechodząc całkowicie przez błonę. Obejrzałam się za siebie.
            Elizabeth patrzyła na mnie wyczekująco. Wzięłam głęboki wdech.
-No więc…?- zapytałam, opierając ręce na biodrach.
            Dziewczyna uśmiechnęła się podstępnie i spojrzała na rudego chłopaka, trzymającego się bardziej z tyłu. W tym momencie, on wysunął się do przodu i stanął po środku grupy wampirów. Jedną ręką chwycił rękę Elizabeth, a drugą jakiejś wampirzycy. Po sekundzie wszyscy stali przede mną w łańcuszku, trzymając się za dłonie, jakby były one przewodnikami między nimi. Chłopak zamknął oczy i skupił się, co rozpoznałam po wyrazie jego twarzy. Nagle ciało rudowłosego otoczyła jasna poświata, a jego ręce stały się niemal latarniami, bo dzięki wytwarzanemu przez nie światłu, było widać wszystko w promieniu, co najmniej dwudziestu metrów.
            Chłopak zacisnął powieki i poświata powoli zaczęła rozchodzić się po pozostałych wampirach. Ich dłonie świeciły prawie tak mocno jak ręce chłopaka, ale ,,prawie” robiło tu dużą różnicę. Kiedy poświata dotarła już do ostatnich wampirów z łańcuszka, rudowłosy puścił ich ręce. Wszyscy wciąż mienili się światłem, ale nie, aż tak jasnym jak wcześniej.
            Cały proces nieco wyprowadził mnie z równowagi i przez chwile stałam nie mogąc nic wydusić. Jednak, gdy tylko zobaczyłam dumny i kpiący uśmiech na twarzy Elizabeth, oprzytomniałam.
-Świetny był ten pokaz światełek, ale wątpię, żeby w jakikolwiek sposób wam pomógł w staniu się niewykrywalnym- bąknęłam, zakładając ręce na piersiach.
            Elizabeth parsknęła pogardliwie i odparła:
-Nie udawaj głupiej, Tiffany. Dobrze wiesz, że to jego dar. Frank może stać się niewidzialny albo…- przerwała na chwilę, aby rzucić krótkie spojrzenie w stronę chłopaka- niewyczuwalny.
-To potężna moc- pokiwałam głową z uznaniem w stronę Franka.- A jaki ty masz dar?- tym razem zwróciłam się w stronę mojej byłej przyjaciółki.
            Na twarz Elizabeth na chwile wstąpiło zmieszanie, które ukryła pod maską obojętności.
-Moja moc jeszcze się nie uaktywniła- warknęła. Ten temat widocznie bardzo ją drażnił, a to oznaczało tylko jedno… Mianowicie, że trzeba będzie go poruszać znacznie częściej.
-To teraz zaprezentujcie działanie tego daru- westchnęłam, wymijająco machając ręką.
-Najlepiej będzie, jeśli to Frank przekroczy linie waszego terytorium jako pierwszy- poinformowała mnie wampirzyca.
            Pokiwałam tylko głową na zgodę i wysiliłam wszystkie zmysły. Musiałam wyczuć jego obecność, nawet za nim zrobi to Rada Potomków. Jeśli mi się nie uda to będziemy mieli niezłe kłopoty. Chłopak postąpił kilka pewnych kroków i przeszedł przez osłonę.
            Poczułam jak w moim wnętrzu coś drga niespokojnie. Czułam na sobie zdenerwowane spojrzenie Elizabeth, które pod wpływem mojego wzroku zapewne zamieniło by się w obojętne i puste.
Poczułam tylko to, że ktoś wszedł na terytorium wilkołaków, ale nie rozbudziło się we mnie przeświadczenie, iż to nieproszony gość.
-Jest… OK. Przechodźcie wszyscy po kolei, ale powoli- wymruczałam i zamknęłam oczy, aby tylko wzmocnić i nasilić pracę moich zmysłów.
            Kiedy tylko wszyscy przekroczyli barierę odetchnęłam z ulgą, obróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Słyszałam za sobą ciche korki wampirów.
-Tak po prostu?- zapytała Elizabeth zrównując się ze mną.
-Co ,,tak po prostu”?- westchnęłam i uniosłam jedną brew, zdziwiona niejasnym pytaniem wampirzycy.
-Ten cały stres związany z tym, że mogli by cię nakryć na pomaganiu nam i w ogóle, po tobie spłyną?- wyjaśniła, nie patrząc mi w oczy. Skupiła wzrok na drodze, którą szliśmy.
-Hmmmm…- zastanowiłam się.- Ja się nie steruje. Gdyby tak było nie panowałabym nad…
            Stanęłam jak wryta. W mojej głowie znów szumiało milion głosów. Rozszerzyłam szeroko oczy, wystraszona i jednocześnie zła. Byłam wściekła, przede wszystkim przez to, że dałam namówić się na coś tak głupiego, jak pomoc wampirom w dostaniu się na nasze terytorium. Mogłam to załatwić jakoś inaczej… Doprowadzić do zwołania Rady Potomków i wszystko im wyjaśnić, zaprowadzić ich pod barierę, poprosić, żeby porozmawiali z Odmieńcami wampirów, ale nie… zawsze musiałam coś spieprzyć!
            Wystraszona byłam tylko dlatego, iż w tym momencie najlepszą możliwą karą jaka mogła mnie spotkać, była śmierć.
            Głupia telepatia! Przez te cholerne powiązania wilkołaków, możemy słyszeć swoje myśli. Wiadomo, że po przejściu przez barierę, ktoś może się ze mną skontaktować, a na to poradzić nic nie mogłam. Moje myśli wtedy uwalniały się i były jawne dla całej watahy. Ktoś się chciał ze mną połączyć… Matt! Ten debil wszystko zniszczył!
            Byłam blada jak ściana. Wszyscy już wiedzieli o obecności wampirów na naszym terytorium. Na usta cisnęło mi się kilka soczystych przekleństw. Spojrzałam na Elizabeth, która zdała się wyczytać wszystko z mojej twarzy. W jej spojrzeniu utkwiły dwa pytania: ,,Coś ty narobiła?!” oraz ,,Co my teraz zrobimy?!”
-Czeka nas śmierć albo…- wyszeptałam.
-…śmierć- dokończyła za mnie wampirzyca, gdy w lesie rozległo się pierwsze wycie wilka, do którego po chwili dołączyło wiele innych.

*nie bardzo wiem jak się to odmienia... 



Lexi

2 komentarze:

  1. Wow, jestem pod wrażeniem. Na samym początku nie byłam zachwycona, ale z czasem, z kolejnymi słowami po prostu wpadłam w to. Naprawdę świetnie zaczynasz. Jestem ciekawa całej historii dziewczyn. Będę czekała ze zniecierpliwieniem na kolejną część :) <3
    Pozdrawiam i życzę weny >3 ;**

    http://zahipnotyzowanaja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje za komentarz i te miłe słowa :** Mam nadzieję, że nie zawiodę Cię w kolejnej części tego opowiadania :)

      Usuń