czwartek, 20 grudnia 2012

Prolog



Prolog

Potrząsnęła głową, zrzucając ostatnie drobinki piasku z włosów. Podniosła wzrok, a z jej gardła dało się słyszeć cichy pomruk dezaprobaty. Patrzyła na dziewczynę i jej kumpli z niesmakiem. Oblizała zęby, z trudem opierając się chęci rzucenia się na wampirzą zgraję.
-Śmierdzisz- fuknęła blada dziewczyna.
            Tiffany prychnęła. Założyła ręce na piersi i uniosła jedną brew.
-Tak bardzo się mnie boisz, że przychodzisz z kumplami, co?- odparła z przekąsem.
-Chciałabyś- syknęła wampirzyca.
            W odpowiedzi wzruszyła tylko ramionami. Była ciekawa. Nienaturalnie ciekawa, co tym razem chce jej powiedzieć stara przyjaciółka. I dlaczego przyszła z obstawą?
-Wprowadzamy się do Falls- oznajmiła blada wampirzyca o imieniu Elizabeth.
-Co?!- wykrzyknęła Tiffany i tracąc nad sobą kontrolę wydała z siebie ryk wściekłości. Prawie, że zmienionym głosem dodała:- Nie możesz! To nasz teren, już dawno to ustaliliśmy!
            Dziewczyna dyszała ciężko z trudem hamując przemianę. Martwiło ją to, że coraz częściej w momentach złości traciła nad sobą kontrolę…
-To nie zależy od nas. Wilkołaki, zaznaczyły sobie teren, który już dawno należał do nas…- zaczęła Elizabeth, ale dziewczyna jej przerwała.
-Nie zaczynaj znowu tego samego tematu. Oddaliście nam go po dobroci- fuknęła Tiffany.
            Wampirzyca westchnęła ciężko.
-Tiff, dobrze wiesz, że to nie zależy od nas.
-Co cię obchodzi Rada Potomków? Przecież i tak jesteś w grupie Odmieńców. I nie próbuj mnie brać na litość- ostrzegła ją wilczyca.
            Elizabeth machnęła wymijająco ręką i przewróciła teatralnie swoimi błękitnymi oczami, których kolor podkreślała czarna kredka.
-Ktoś nas wsypał. Znaleźli nasz obóz. Te wampiry są ze mną, bo tylko oni ocaleli- mruknęła.
            Tiffany uniosła brwi. Więc jednak… Historia znów zatacza koło tylko, że tym razem w przeciwną stronę. Wilczyca zadrżała na myśl o tym co znów będzie działo się w jej mieście. Kolejne koszmarne dni, tygodnie, miesiące, a może nawet lata… walki z kimś, z kim rzecz biorąc zawarli pokój.
-Ty nie wracasz do miasta, ty chcesz, żebym JA cię tam ukryła. Razem z tymi tutaj- prychnęła Tiffany.
            Jej przyjaciółka nawet nie zaprzeczała.
-Czy to zrobisz, czy nie oni i tak przyjdą. Rada nie odpuści… Gdy odchodzili z Falls ostatnim razem zostawili tam coś...hmm... zbyt drogiego mojemu gatunkowi. Coś co może go ostatecznie zniszczyć- wyjaśniła Elizabeth.- Teraz chcą odbić miasto, by na spokojnie rozpocząć poszukiwania. I uda się im to, chyba, że… ukryjesz mnie w nim. Wyświadczę ci wtedy pewną przysługę…
            Wilczyca uważnie przyjrzała się przyjaciółce. Oblizała wargi i zapytała:
-Jaką przysługę?
-Pomogę ci zniszczyć Radę i jej sprzymierzeńców. Pomogę ci zastawić skuteczne pułapki, stworzyć odpowiednią i poręczną broń dla wilkołaków, która pomoże im skutecznie się bronić oraz atakować… Widzisz, bo w końcu kto wie lepiej jak zabić wampira niż sam wampir- rzuciła dziewczyna z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
            Po chwili napiętej ciszy Tiffany, warknęła:
-Dobra! Ale wiesz, że będę miała przez ciebie kłopoty.
-Wiem, ale uwierz mi, nie robię tego bezinteresownie. Podczas napadu na obóz, porwali Jasona- szepnęła wampirzyca.
            Oczy Tiffany rozszerzyły się szeroko. Jak mogła wcześniej nie zauważyć jego nieobecności w tym gronie? Stało się najgorsze… porwali brata Elizabeth. Wampira o wielkim darze… darze widzenia przyszłości, który mógł ich pogrzebać żywcem.

_________________________________________________________________________________

Przepraszam, że tak krótko, ale dopiero co zaczynam. Mam nadzieję, że się podobało i z niecierpliwością wyczekuje pierwszych komentarzy! 

Lexi 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz