Prolog
Potrząsnęła głową, zrzucając
ostatnie drobinki piasku z włosów. Podniosła wzrok, a z jej gardła dało się
słyszeć cichy pomruk dezaprobaty. Patrzyła na dziewczynę i jej kumpli z
niesmakiem. Oblizała zęby, z trudem opierając się chęci rzucenia się na
wampirzą zgraję.
-Śmierdzisz- fuknęła blada dziewczyna.
Tiffany
prychnęła. Założyła ręce na piersi i uniosła jedną brew.
-Tak bardzo się mnie boisz, że przychodzisz z kumplami, co?-
odparła z przekąsem.
-Chciałabyś- syknęła wampirzyca.
W
odpowiedzi wzruszyła tylko ramionami. Była ciekawa. Nienaturalnie ciekawa, co
tym razem chce jej powiedzieć stara przyjaciółka. I dlaczego przyszła z
obstawą?
-Wprowadzamy się do Falls- oznajmiła blada wampirzyca o
imieniu Elizabeth.
-Co?!- wykrzyknęła Tiffany i tracąc nad sobą kontrolę wydała
z siebie ryk wściekłości. Prawie, że zmienionym głosem dodała:- Nie możesz! To
nasz teren, już dawno to ustaliliśmy!
Dziewczyna
dyszała ciężko z trudem hamując przemianę. Martwiło ją to, że coraz częściej w
momentach złości traciła nad sobą kontrolę…
-To nie zależy od nas. Wilkołaki, zaznaczyły sobie
teren, który już dawno należał do nas…- zaczęła Elizabeth, ale dziewczyna jej
przerwała.
-Nie zaczynaj znowu tego samego tematu. Oddaliście nam go po
dobroci- fuknęła Tiffany.
Wampirzyca
westchnęła ciężko.
-Tiff, dobrze wiesz, że to nie zależy od nas.
-Co cię obchodzi Rada Potomków? Przecież i tak jesteś w
grupie Odmieńców. I nie próbuj mnie brać na litość- ostrzegła ją wilczyca.
Elizabeth
machnęła wymijająco ręką i przewróciła teatralnie swoimi błękitnymi oczami,
których kolor podkreślała czarna kredka.
-Ktoś nas wsypał. Znaleźli nasz obóz. Te wampiry są ze mną,
bo tylko oni ocaleli- mruknęła.
Tiffany
uniosła brwi. Więc jednak… Historia znów zatacza koło tylko, że tym razem w
przeciwną stronę. Wilczyca zadrżała na myśl o tym co znów będzie działo się w
jej mieście. Kolejne koszmarne dni, tygodnie, miesiące, a może nawet lata…
walki z kimś, z kim rzecz biorąc zawarli pokój.
-Ty nie wracasz do miasta, ty chcesz, żebym JA cię tam
ukryła. Razem z tymi tutaj- prychnęła Tiffany.
Jej
przyjaciółka nawet nie zaprzeczała.
-Czy to zrobisz, czy nie oni i tak przyjdą. Rada nie
odpuści… Gdy odchodzili z Falls ostatnim razem zostawili tam coś...hmm... zbyt drogiego
mojemu gatunkowi. Coś co może go ostatecznie zniszczyć- wyjaśniła Elizabeth.-
Teraz chcą odbić miasto, by na spokojnie rozpocząć poszukiwania. I uda się im
to, chyba, że… ukryjesz mnie w nim. Wyświadczę ci wtedy pewną przysługę…
Wilczyca
uważnie przyjrzała się przyjaciółce. Oblizała wargi i zapytała:
-Jaką przysługę?
-Pomogę ci zniszczyć Radę i jej sprzymierzeńców. Pomogę ci
zastawić skuteczne pułapki, stworzyć odpowiednią i poręczną broń dla
wilkołaków, która pomoże im skutecznie się bronić oraz atakować… Widzisz, bo w
końcu kto wie lepiej jak zabić wampira niż sam wampir- rzuciła dziewczyna z
chytrym uśmieszkiem na twarzy.
Po chwili
napiętej ciszy Tiffany, warknęła:
-Dobra! Ale wiesz, że będę miała przez ciebie kłopoty.
-Wiem, ale uwierz mi, nie robię tego bezinteresownie.
Podczas napadu na obóz, porwali Jasona- szepnęła wampirzyca.
Oczy Tiffany
rozszerzyły się szeroko. Jak mogła wcześniej nie zauważyć jego nieobecności w tym
gronie? Stało się najgorsze… porwali brata Elizabeth. Wampira o wielkim darze…
darze widzenia przyszłości, który mógł ich pogrzebać żywcem._________________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak krótko, ale dopiero co zaczynam. Mam nadzieję, że się podobało i z niecierpliwością wyczekuje pierwszych komentarzy!
Lexi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz